Nie kupuj- adoptuj! Dlaczego?

Czytam w grupach na fb posty o zakupie królików w sklepach zoologicznych i strasznie mi przykro..

Pod prawie każdym postem, w którym ktoś próbuje przekonać osobę chcącą zakupić królika ze sklepu do adopcji, pojawia się sporo komentarzy:

-„Ja wzięłam z zoologa i była zdrowa w 100%. Badana jest co jakiś czas i wszystko jest w porządku”

– „Mój uszatek był kupiony w sklepie zoologicznym i ma się wspaniale, to raczej żadna zasada, że sklep zoologiczny to gorsze zwierzęta bo są chore.. ja osobiście gorsze mam problemy z drugim uszatkiem który został zaadoptowany”

-„Nie ważne skąd zwierzę jest jak dla mnie .. ważne że je kochamy i tyle.. Zęby itd inne choroby każdy może to mieć.. adopcja czy zoologiczny..”

-„Ze sklepu zoologicznego nie.. Ale co te biedne zwierzaki mają tam dożyć starości?”

-„Ja kupiłam w zoologicznym i jakoś żyje”

To tylko z dziś, z jednego wpisu..

To chyba dobry dzień, na przypomnienie wpisu, który znalazł się kiedyś na stronie Mariposy.. Okienko życia działa właśnie w tym sklepie, więc przed każdym dniem dziecka, przed każdymi świętami od rana mamy klientów:

-Dzień dobry, czy można u pani kupić królika? Ale takiego małego, żeby nie urósł wielki.. I żeby mógł być w małej klatce, bo nie mamy miejsca..

-Nie, nie można u mnie kupić żadnego zwierzaka, można go adoptować.

-Czyli można go sobie wziąć za darmo? Ale to chyba taki zwykły, hodowlany, bo jakiś duży? (patrząc na Macchiatto ważącego 1,100g..)

-Nie, to młody królik miniaturowy, jeszcze urośnie. Każdy, którego widzi pani w innych sklepach do kupienia, również urośnie, bo to jeszcze dziecko, zabrane zbyt wcześnie od mamy.. Adopcja jest darmowa, ale trzeba zapewnić królikowi odpowiednie warunki, wybieg, opiekę weterynaryjną i właściwe żywienie.

-A to dziękuję, tam były takie małe, to my kupimy..


Na nic tłumaczenia, dlaczego warto przemyśleć przyjęcie pod swój dach nowego członka rodziny.. Mało kto rozumie, dlaczego hasło #niekupujadoptuj jest tak ważne, dlaczego nie powinno się wspierać pseudohodowli i kupować maleństw wydartych matkom w drugim tygodniu życia- o 6 tygodni za szybko.. Niektórzy przez chwilę zastanowią się nad tym, ale zaraz potem zwykle pojawia się pytanie: a co z tymi, co już są w sklepach? Kto je uratuje? W czym są gorsze od królika z adopcji, że mają siedzieć na pastwę losu w sklepach?..
Nikt nie mówi, że kupiony królik jest gorszy od adoptowanego.. Jest takim samym uszatym szczęściem, jak każdy inny.. Ale ktoś płaci za to ogromną cenę- i wcale nie chodzi tutaj o to, ile WY musicie za niego zapłacić..

Samica w hodowlach jest dopuszczana do samca jak tylko odkarmi poprzedni miot- jest maszynką do zarabiania pieniędzy- jak tylko przestanie się rozmnażać, idzie na karmę dla węża, albo jest zwyczajnie wyrzucana.. Do jedzenia dostaje owies i obierki, bo tylko takie „żywienie” się opłaca hodowcy. Ile warte jest życie królika? W hurcie jakieś 15zł.. Jej dzieci zabierane są po dwóch-trzech tygodniach życia i często nie przeżywają kolejnego tygodnia. A ona już jest z samcem, bo nie można marnować czasu.. bo zbliża się Wielkanoc, dzień dziecka, Boże Narodzenie, bo jest POPYT. Bo sklepy chcą kupować. Bo ludzie zamawiają konkretny kolor, rasę, wielkość..

Z racji tego, że prowadzę sklep zoologiczny bywam na giełdach zoologicznych.. Nie chcielibyście zobaczyć warunków, w jakich króliki czekają na swój wyrok- czyli zakup. Na wejściu na giełdę wisi wielka kartka z napisem: „Martwe zwierzęta prosimy zabierać ze sobą”.. Daje Wam to coś do myślenia? Taka giełda trwa 3-4h.. W tym czasie umierają królicze dzieci.. nie jedno, dwa.. czasem kilka- leżą już martwe wdeptane przez swoje rodzeństwo w trociny w klatce 60cm. Większość z nich ma biegunkę, u takiego malucha zwykle kończącą się śmiercią. Mają obniżoną odporność, a na dworze jest -15 stopni.. ale idą święta, Mikołaj za pasem, trzeba sprzedać jak najwięcej, byle wszystkie zeszły.. jak będą musiały czekać do wiosny, to się nie sprzedadzą, bo będą już za duże.. Poza tym zajmą miejsce, a przecież samica znowu kotna, zaraz urodzi kolejny miot.. Większość z nich ma katar- nawet jak królik jakimś cudem przeżyje, to leczenie pasterelozy potrwa długie tygodnie. I będzie wracać.. Kokcydioza? Zapytajcie króliczego weterynarza, ile maluchów trzeba odrobaczać zaraz po zakupie.. jestem pewna, że będzie to wynik w okolicach 100%.. Grzybica? Wszoły? Chejletielloza? Na porządku dziennym..
Wykupując takiego królika ze sklepu nie ratujesz go, stwarzasz popyt, dzięki któremu na miejsce tego jednego królika trafią kolejne.

Do postu dołączam zdjęcie Merlota odebranego z jednego ze sklepów zoologicznych. Maleństwo  200g, mniejsze niż dłoń..  katar, zapalenie spojówek, grzybica i kokcydioza w pakiecie.. Powinien być jeszcze kilka tygodni ze swoją mamą, ale już stał się towarem, prezentem na Mikołaja..

Nie kupuj, adoptuj.. Nie dlatego, że króliki z adopcji są lepsze, a ze sklepu gorsze.. Dlatego, że kupując wspierasz bezduszne rozmnażanie na akord i cierpienie zwierząt..